Co jedzono na Podhalu 200 do 300 lat temu: codzienna dieta górali

Blog · Kuchnia Podhala

Co jedzono na Podhalu 200 do 300 lat temu: codzienna dieta górali

Gdyby cofnąć się o 200 czy 300 lat i usiąść do stołu w góralskiej chałupie, menu mocno by Cię zaskoczyło. Żadnego oscypka na grillu z żurawiną, żadnej porcji jagnięciny na talerzu. Codzienna kuchnia górali była kuchnią biedy: prostą, powtarzalną i całkowicie zależną od tego, co dało się wyhodować na kamienistej ziemi. Oto jak naprawdę wyglądał dawny góralski stół, według zapisów etnografów.

Kuchnia biedy, czyli dlaczego górale jedli tak skromnie

Podhale nigdy nie było krainą obfitości. Licha, kamienista gleba i ostry, krótki sezon wegetacyjny sprawiały, że pola rodziły niewiele. Etnografowie opisujący góralskie gospodarstwa podkreślali wręcz spartańską jednostajność tego jedzenia. Spiżarnia przeciętnej rodziny była chuda, a jadłospis budowano wokół kilku tanich, sycących i przede wszystkim własnych produktów. Nic nie mogło się zmarnować.

Owies, prawdziwa podstawa dawnego stołu

Zanim ziemniak zawładnął góralską kuchnią, jej fundamentem był owies. To zboże najlepiej znosiło górski klimat, więc mąka owsiana stanowiła bazę codziennych posiłków.

Bryjka i kluska owsiana

Najczęstszym śniadaniem była bryjka lub jej gęstsza postać zwana kluską. Robiono ją bardzo prosto: mąkę owsianą zaparzano gorącą wodą i okraszano odrobiną omasty, czyli tłuszczu. To była ciepła, gęsta papka, która dawała energię na długi dzień pracy w polu albo przy owcach.

Moskole zamiast chleba

O chlebie pszennym czy nawet żytnim na co dzień nie było mowy. Jego rolę pełniły moskole, czyli placki pieczone na blasze bez tłuszczu. Późniejsze, znane dziś moskole robi się z ugotowanych ziemniaków, mąki i wody, a jada z kwaśnicą lub kapustą. Placek moskol został w 2011 roku wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. Krąży też popularna opowieść, że recepturę tych placków przywieźli rosyjscy jeńcy podczas pierwszej wojny światowej, ale traktujemy ją jako anegdotę, bo płaskie placki zastępujące chleb górale piekli na długo wcześniej.

Zanim przyszedł ziemniak

Dziś grule wydają się nieodłączne od góralskiej kuchni, ale to złudzenie perspektywy.

Kiedy grule dotarły na Podhale

Ziemniak rozpowszechnił się na Podhalu dopiero w XIX wieku i dopiero wtedy stał się jednym z filarów diety. Oznacza to, że 300 lat temu, na początku XVIII wieku, gruli na góralskim stole jeszcze praktycznie nie było. Gdy już się przyjęły, szybko wskoczyły do garnka: gotowane, tłuczone, dodawane do kapusty i do placków. To jeden z najważniejszych przełomów w historii tej kuchni.

Kapusta, rzepa i kiszonki na zimę

Warzywa, które znosiły chłód i dawały się przechować, były na wagę złota. Kapustę kiszono w ogromnych beczkach, tak aby zapasu starczyło aż do wiosny. Obok niej ważną rolę grała rzepa, tania i sycąca. To właśnie kiszonki pozwalały przetrwać miesiące, gdy świeżych plonów nie było.

Kwaśnica, zupa która ratowała przez zimę

Z kiszonej kapusty gotowano kwaśnicę, kwaśną zupę, która przez wieki była jednym z najważniejszych dań zimowych. W wersji codziennej i biednej powstawała głównie z kapusty i wody z kiszonki. Mięso czy wędzone żeberka, które dziś kojarzymy z kwaśnicą, były dodatkiem świątecznym i pojawiały się rzadko.

Owce dawały więcej niż wełnę: nabiał na co dzień

Gospodarka pasterska oznaczała, że najważniejszym źródłem białka był nabiał owczy, a nie mięso.

Bryndza i oscypek

Na halach wyrabiano sery podpuszczkowe: solną bryndzę oraz twarde oscypki. Trzeba jednak pamiętać o smutnej prawidłowości dawnej wsi: to, co najcenniejsze, często szło na sprzedaż, a nie na własny stół.

Nabiał częściej na targ niż do garnka

Etnografowie odnotowali, że mleko, masło, ser i śmietanę gaździny nosiły na targ w Zakopanem, do pensjonatów i prywatnych domów. Rodzina zjadała to, czego nie dało się spieniężyć. W biedniejszych gospodarstwach dzieci potrafiły nie znać smaku jajek, bo te podawano wyłącznie od święta.

Jajka tylko na święta

Ten drobny szczegół najlepiej pokazuje skalę oszczędności. Produkt tak dziś oczywisty jak jajko bywał w biednych chałupach luksusem odkładanym na dni wyjątkowe.

Żętyca, napój pasterzy

Przy wyrobie oscypków i bundzu powstawała żętyca, czyli serwatka z mleka owczego. Pito ją na świeżo lub lekko skwaśniałą. Dla juhasów i bacy była tanim, odżywczym napojem wprost z szałasu i do dziś uchodzi za zdrowy, tradycyjny wyrób pasterski.

Mięso od święta, słonina na co dzień

Mięso było w góralskiej kuchni rzadkością. Jeśli już się pojawiało, częściej była to baranina niż wieprzowina. Prawdziwym skarbem codziennej kuchni była za to słonina, ceniona zarówno świeża, jak i wędzona. To ona najczęściej pełniła rolę omasty, dodawanej do owsianej bryjki czy do kapusty.

Tłuszcz postny z lnu

W okresie postów, których przestrzegano rygorystycznie, słoniny nie wolno było używać. Wtedy do omaszczania służył olej lniany, tłoczony z siemienia w wiejskich olejarniach. Był to jeden z niewielu dopuszczalnych tłuszczów w dni postne.

Rytm roku i groźba przednówka

Dawna dieta górali podlegała twardemu rytmowi pór roku. Latem i jesienią, po wypasie i zbiorach, było względnie dostatnio. Najtrudniejszy był przednówek, czyli czas późną wiosną, gdy zimowe zapasy się kończyły, a nowych plonów jeszcze nie było. Wtedy jadłospis kurczył się do minimum, a widmo głodu stawało się realne. To właśnie ten roczny cykl, a nie kaprys, decydował o tym, co trafiało do garnka.

Pytania i odpowiedzi

Najczęściej zadawane pytania

Zanim ziemniak zawładnął góralską kuchnią, jej fundamentem był owies, bo najlepiej znosił górski klimat. Z mąki owsianej powstawały codzienne bryjki, kluski i placki. Do tego dochodziły kiszona kapusta, rzepa oraz nabiał owczy w postaci bryndzy i oscypków. Był to jadłospis skromny i jednostajny, budowany wokół kilku tanich, sycących i własnych produktów.

Nie, mięso było w góralskiej kuchni rzadkością i najczęściej pojawiało się od święta. Jeśli już trafiało na stół, częściej była to baranina niż wieprzowina. Podstawą białka był nabiał, a codziennym tłuszczem słonina, ceniona świeża i wędzona. To ona najczęściej pełniła rolę omasty dodawanej do owsianej bryjki czy do kapusty.

Żętyca to serwatka z owczego mleka, powstająca przy wyrobie oscypków i bundzu. Pito ją na świeżo lub lekko skwaśniałą. Dla juhasów i bacy była tanim, odżywczym napojem prosto z szałasu. Do dziś uchodzi za zdrowy, tradycyjny wyrób pasterski.

W dawnej wsi obowiązywała smutna prawidłowość: to, co najcenniejsze, często szło na sprzedaż, a nie na własny stół. Etnografowie odnotowali, że mleko, masło, ser i śmietanę gaździny nosiły na targ w Zakopanem, do pensjonatów i prywatnych domów. Rodzina zjadała to, czego nie dało się spieniężyć. W biedniejszych gospodarstwach dzieci potrafiły wręcz nie znać smaku jajek.

Przednówek to najtrudniejszy czas w roku, przypadający późną wiosną. Zimowe zapasy już się kończyły, a nowych plonów jeszcze nie było. Wtedy jadłospis kurczył się do minimum, a widmo głodu stawało się realne. To właśnie ten roczny cykl, a nie kaprys, decydował o tym, co trafiało do garnka.

Najczęstszym śniadaniem była bryjka lub jej gęstsza postać zwana kluską. Robiono ją bardzo prosto: mąkę owsianą zaparzano gorącą wodą i okraszano odrobiną omasty, czyli tłuszczu. Powstawała ciepła, gęsta papka, która dawała energię na długi dzień pracy w polu albo przy owcach. Był to posiłek tani, sycący i oparty na tym, co gospodarstwo miało u siebie.

O chlebie pszennym czy nawet żytnim na co dzień nie było mowy, więc jego rolę pełniły moskole. To placki pieczone na blasze, dawniej owsiane, później robione z ugotowanych ziemniaków, mąki i wody. Jadano je z kwaśnicą lub kapustą. Placek moskol został w 2011 roku wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa.

Kwaśnicę gotowano z kiszonej kapusty i była ona przez wieki jednym z najważniejszych dań zimowych. W wersji codziennej i biednej powstawała głównie z kapusty i wody z kiszonki. Mięso czy wędzone żeberka, które dziś kojarzymy z kwaśnicą, były dodatkiem świątecznym i pojawiały się rzadko. To pokazuje, jak bardzo dzisiejsza, bogata wersja różni się od dawnej, oszczędnej zupy.

Na halach z owczego mleka wyrabiano sery podpuszczkowe: solną bryndzę oraz twarde oscypki. Owcze mleko jest bardziej skoncentrowane niż krowie, bogatsze w tłuszcz i białko, więc to ono, a nie mięso, było głównym darem owiec. Trzeba jednak pamiętać, że najcenniejszy nabiał często wędrował na sprzedaż. Rodzina zjadała to, czego nie udało się spieniężyć.

Posty przestrzegano rygorystycznie, a wtedy słoniny używać nie było wolno. W dni postne do omaszczania potraw służył olej lniany, tłoczony z siemienia w wiejskich olejarniach. Był to jeden z niewielu dopuszczalnych tłuszczów postnych. Ta sama roślina, len, dawała więc zarazem włókno na płótno i olej do garnka.

Źródła i literatura

Zapraszamy do stołu

Spróbuj kuchni Podhala u źródła

Kwaśnica, oscypek z grilla, placki po zbójnicku, dania, o których piszemy, podajemy codziennie przy Kościeliskiej 8.